Strona główna   Galeria      Szukaj   Listy gatunkowe   OTOP   Testy   Atlas Ptaków   Forum   Użytkownicy   Rejestracja   Zaloguj   Regulamin   FAQ   UWAGA cookie!

» Forum Galerii Fotoptaki » Konkursy FOTOPTAKI » Twój skrzydlaty okaz tego lata

Twój skrzydlaty okaz tego lata
Autor Wiadomość

Miro_mx 
moderator
Mirek



Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 1600
Skąd: Tychy

Wysłany: 2011-06-03, 15:40   Twój skrzydlaty okaz tego lata

Wyprawa po gatunek tego lata jest wyzwaniem dla każdego z nas, wyruszymy na bezkrwawe łowy z myślą ”ustrzelenia” konkretnego okazu. Konkurs polegać będzie na tym, aby uczestnik opisał w kilku zdaniach dlaczego ten okaz tego lata okazał się dla niego cennym trofeum oraz jak doszło do sfotografowania upragnionego gatunku. Z tej wyprawy uczestnik wystawia najlepszą fotografię. Zachęcam wszystkich do udziału.

Regulamin;
1. Termin konkursu od 01.06.2011 do 31.08.2011r.
2. W konkursie może wziąć udział każdy użytkownik Foto-Ptaki z wyjątkiem moderatorów i administratorów.
3. Każdy ma prawo do wystawienia tylko jednej pracy (wyprawy), fotografii.
4. Zdjęcia wstawiamy bezpośrednio w tym temacie.
5. Po zakończeniu konkursu zwycięzca zostanie wyłoniony do 15.09.2011r.
6. Nadesłane fotografie muszą być wykonane w 2011r, w terminie od 01.06.2011 do 31.08.2011r.

Nagrodą dla zwycięzcy będzie;
Dysk twardy
1 TB, Serial ATA 3.0 Gbps - HD103SI - 3.5
 Pojemność po sformatowaniu maks. 1 TB
 Funkcja trybu bezpieczeństwa ATA
 Obsługa interfejsu szeregowego ATA 3.0 Gbps
 Narzędzia monitoringu ATA S.M.A.R.T.
 Funkcja optymalizacji pracy dysku SATA (Native Command Queuing)
 Głowica TuMR / PMR z technologią FOD
 Technologia load / unload head
 SilentSeek™
 NoiseGuard™
Mobilny
Zwiększona odporność na wstrząsy
Wydajność klasy PC na wyjazdach
Funkcje eko
Doskonała integralność danych – głowica PMR z technologią FOD
Technologia load / unload head
Ostatnio zmieniony przez Miro_mx 2011-06-12, 11:34, w całości zmieniany 2 razy  
 
 

Hanka 
forumowy nudziarz
Hanna Żelichowska



Dołączyła: 01 Sty 2011
Posty: 1628
Skąd: Warszawa

Wysłany: 2011-06-03, 21:28   

Pewnie się nie znam, ale nagroda mnie nie zachęca. :roll: Wolałabym pluszowego ptaka wydającego głos, np. sokołka, czy kukułkę ...albo koszulkę z nadrukiem np. z sowami ;-)
Ale sam pomysł takiego konkursu - super! :bravo: :bravo: Na pewno będę uczestniczyć. Dobrze, że tak długi okres, obejmujący wakacje :-D
_________________
Szanujmy ptaki żyjące w naszym mieście. Bez ptaków środowisko miejskie będzie szare i nieprzyjazne ...
 
 

Birdwatcher 
małomówny
Kapitan Planeta



Dołączyła: 22 Lis 2010
Posty: 210
Skąd: Radzymin

Wysłany: 2011-06-04, 08:25   

ile ja bym zdjęć pomieściła na takim dysku ;)
 
 

szycho 
małomówny
Tomasz Szyszko



Dołączył: 23 Lut 2010
Posty: 285
Skąd: zachodniopomorskie

Wysłany: 2011-06-04, 08:31   

Hmmm, a taki dobry dzisiaj ranek miałem. Jeden z wymarzonych gatunków...
No dobra, dam sobie jeszcze czas ;-)
_________________
www.tomaszszyszko.pl
 
 

Marek Paluch 
Analfabeta od urodzenia


Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 4166
Skąd: Opole

Wysłany: 2011-06-04, 09:00   

Haniu pomysle o takich nagrodach
ja generalnie jestem sprzetowcem wiec staram sie wybierac potrzebne zeczy ale nastepnym razem bedzie Logitech VX Nano - Super myszka Logitech
http://www.logitech.com/en-us/428/3271
_________________
www.marekpaluch.pl
www.fotoneo.pl
 
 
 

anna187 
milczek
Anka Parysz


Dołączyła: 08 Lis 2010
Posty: 136
Skąd: Stare Babice

Wysłany: 2011-06-04, 09:21   

Haniu, uszy do góry ja też zrozumiałam tylko - dysk zewnętrzny.:) :)
Pozdrawiam cieplutko , życząc udanego weekendu.
Ania
_________________
www.annaparysz.pl
 
 

Miro_mx 
moderator
Mirek



Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 1600
Skąd: Tychy

Wysłany: 2011-06-04, 12:08   

Czasu trochę jest więc zabierajmy się do pracy :lol:
_________________
Jestem z miasta :)
 
 

comatus 
milczek
Piotrek Kendzierski



Dołączył: 08 Lis 2010
Posty: 139
Skąd: Gdynia

Wysłany: 2011-06-04, 12:32   

A nie można by trochę rozciągnąć terminu konkursu do końca lata?
_________________
www.piotrkendzierski.pl
 
 
 

Wlodeks 
gaduła



Dołączył: 19 Lut 2011
Posty: 587
Skąd: południowa Wielkopolska

Wysłany: 2011-06-04, 19:18   

Zrozumiałem z Regulamuinu, że można wstawić tylko jedną pracę, opisującą jedną wyprawę i jeden gatunek. To jest jasne, ale ile do tej pracy można załączyć zdjęć?? Też tylko jedno???
Temat podoba mi się, bo poluję na takiego jednego,,,, :pif: :pif:
_________________
www.wlodeksmardz.pl
 
 

Miro_mx 
moderator
Mirek



Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 1600
Skąd: Tychy

Wysłany: 2011-06-04, 20:09   

Tak, fotografia ma uwieńczyć Twój trud i dobry strzał :-P
_________________
Jestem z miasta :)
 
 

Marek Paluch 
Analfabeta od urodzenia


Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 4166
Skąd: Opole

Wysłany: 2011-06-04, 22:37   

Haniu Aniu tym razem to jest dysk wewnetrzny :)
_________________
www.marekpaluch.pl
www.fotoneo.pl
 
 
 

anna187 
milczek
Anka Parysz


Dołączyła: 08 Lis 2010
Posty: 136
Skąd: Stare Babice

Wysłany: 2011-06-04, 23:30   

O matko to ja znowu nic nie zrozumiałam :( :klup1:
Chyba skupię się na robieniu zdjęć.
_________________
www.annaparysz.pl
 
 

Birdwatcher 
małomówny
Kapitan Planeta



Dołączyła: 22 Lis 2010
Posty: 210
Skąd: Radzymin

Wysłany: 2011-06-05, 11:47   

zdecydowanie...:)
 
 

miszak 
niemowa



Dołączył: 24 Lis 2010
Posty: 13
Skąd: Ostrołęka

Wysłany: 2011-06-10, 15:51   

Z regulaminu wynika, że warunkiem wystarczającym jest aby zdjęcie było wykonane w 2011 roku. Z tego wynika, że 1.01.2011 to też dobra data. Mam rację?
_________________

 
 

Miro_mx 
moderator
Mirek



Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 1600
Skąd: Tychy

Wysłany: 2011-06-12, 11:33   

Miszak - niby masz rację ale Mi chodzi o konkretny termia z tego roku. Nie bierzemy pod uwagę prace wykonane w 2010 i wcześniej. Po prostu tak napisałem. Więc poprawię to tak:)
Pozd.
_________________
Jestem z miasta :)
 
 

fotosc
gaduła okrutna
Sylwester Cwalinski


Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 1292
Skąd: USA / NJ / Lomza

Wysłany: 2011-06-13, 01:08   

jeszcze jedne pytanie tak dla jasnosci l

czy to musi byc nowy gatunek ? czy to moze byc ulubiony gatunek ktorego np masz w swoich zbiorach , ale nie jestes z tych zdjec zadowolony ????????/

co prawda udzialu nie bede bral , ale tak dla scisl;osci pytam :)
_________________
,gdyby zwierzeta potrafily stworzyc religie czlowiek bylby diablem
 
 

Marek Paluch 
Analfabeta od urodzenia


Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 4166
Skąd: Opole

Wysłany: 2011-06-13, 07:28   

nie musi byc nowy gatonek bo nie jest to napisane w regulaminie
_________________
www.marekpaluch.pl
www.fotoneo.pl
 
 
 

Maciej Rębiś
[Usunięty]

Wysłany: 2011-07-14, 22:12   

to walczymy :)
 
 

Adam Mańka 
milczek


Dołączył: 21 Lis 2010
Posty: 168
Skąd: Zduńska Wola

Wysłany: 2011-07-27, 22:04   

czy zdjęcia wybierane jako zdjęcia miesiąca, kwartału, roku, czyli nagradzane mogą brać udział, w ogóle nagradzane?
 
 
 

Miro_mx 
moderator
Mirek



Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 1600
Skąd: Tychy

Wysłany: 2011-07-28, 18:18   

6. Nadesłane fotografie muszą być wykonane w 2011r, w terminie od 01.06.2011 do 31.08.2011r.
Tak brzmi zapis więc wszystko wiadomo.
Tak nawiasem mówiąc, może kiedyś będzie konkurs Wyprawa Twojego Życia ale teraz mamy taki dla aktywnych uczestników:)
Pozd.
_________________
Jestem z miasta :)
 
 

majcz 
niemowa



Dołączył: 28 Lis 2010
Posty: 12
Skąd: Mazury

Wysłany: 2011-08-05, 01:32   

Historia pewnej zasiadki.
Jednymi z ptaków które mnie od dawna rajcowały i wzbudzały moje pożądanie, były orliki krzykliwe. "Od zawsze" gnieździły się w pobliskim starym sosnowym lesie, na torfowisku. Znałem nawet lokalizację gniazda, ba mało, gniazd bo co jakiś czas wyprowadzały lęg z innego gniazda by po kilku latach wrócić znowu do gniazda które wcześniej zajmowały. Nieodłącznym elementem miejscowego krajobrazu był majestatyczny ptak krążący nad okolicą i niosący w dziobie a to mysz, a to żabę a to znowu padalca. We wrześniu natomiast akustycznym akcentem okolicy, było żebrzące, głośne nawoływanie młodego orlika, siedzącego na czubku sosny na skraju lasu.
Zdjęć orlików mam w swojej kolekcji całą masę ale są to wszystko zdjęcia z dalszej odległości i raczej tzw. "środowiskowe". Zapragnąłem mieć atlasik, taki jak to mówi mój kolega Zbyszek "Al", czysty i sterylny.
W zeszłym roku próbowałem już zwabić orlika na mięsko, jednak bez rezultatu. Z przynęty korzystały lisy i jenoty, orlik ją olewał.
W tym roku, przed sianokosami przygotowałem sobie szałas pod rozłożystą olszą i czekałem na skoszenie łąki. Orliki bardzo chętnie polują na świeżo skoszonych łąkach, zarówno na piechotę, jak i z zasiadki a także z lotu patrolowego. Za przynętę posłużyła imitacja myszy wykonana ze sztucznego futerka kołnierza starej kurteczki, mojej wnuczki ;-) . Myszkę w ruch wprawiał mechanizm rozmontowanej chińskiej zabawki ( kotek machający łapką- perpetum mobile poruszane elektromagnesem). Dodatkowo obok wykładałem niewielkie porcje rosołowe przywiązane sznureczkiem do wbitego w ziemię kołeczka.
Przez tydzień próbowałem w ten sposób zwabić orlika.
Pierwszymi ptakami które zainteresowały się ruszającą "myszką", były drozdy, siadające w odległości kilku metrów od ruszającej się przynęty i z zainteresowaniem się jej przyglądały.
Drugiego dnia "myszkę" zaatakował błotniak stawowy i to tak skutecznie że mechanizm wymagał naprawy ale jakoś udało się go reanimować. Błotniak po zorientowaniu się że zaatakował niejadalny przedmiot, zabrał się za pałaszowanie porcji rosołowej. I tak było przez kolejnych kilka dni, z tym że błotniak zupełnie ignorował ruszającą się przynętę a wcinał kolejne porcje rosołowe. Zacząłem traktować błotniaka jako natrętnego intruza, ile w końcu można zrobić zdjęć temu ptakowi. W niedzielę, szóstego dnia moich eksperymentów, nastawiłem się na długie czatowanie. I jak to często zdarza mi się w czatowniach, przysnąłem. Obudziła mnie jakaś wrzawa na przedpolu mojej budy. Przez siatkę maskującą zobaczyłem orlika krzykliwego stojącego kilkanaście metrów przed czatownią w miejscu gdzie wyłożyłem porcję rosołową. Kiwającej się "myszki" nie było widać. Domyśliłem się co musiało nastąpić. Prawdopodobnie błotniak jak zwykle pałaszował porcje rosołową, przepędził go patrolujący łąkę orlik. Zaatakował sztuczną myszkę, stwierdził jednak że jest niejadalna i zabrał się za porcję (są to tylko moje przypuszczenia ale bardzo prawdopodobne). Dalszą część zdarzenia miałem już możliwość obserwować; orlik kilkakrotnie próbował porwać porcję rosołową, była jednak przywiązana sznurkiem. Któreś z kolei szarpnięć było jednak tak mocne że na sznurku pozostała tylko szyjka kurczaka a z pozostałą częścią ptak odleciał. Udało mi się zrobić kilka "czystych i sterylnych" zdjęć orlika, jak nazywa je mój kolega Zbyszek "Al", co było moim celem :) ))
 
 

tomcio15 
niemowa


Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 15
Skąd: Szczecin

Wysłany: 2011-08-05, 13:07   

majcz, :bravo:
 
 
 

Piotr 
gaduła
Piotr Straznikiewicz



Dołączył: 14 Lis 2010
Posty: 690
Skąd: Opole

Wysłany: 2011-08-05, 15:23   

Moja historia jest prosta i nieskomplikowana . Może wprowadzić niejednego uczestnika tej galerii w dobry humor i rozbawienie . Jestem początkującym ( mimo wieku ) entuzjastą fotografii ptasiej .
Zaczynałem jak zresztą większość od “kompaktu” i uważałem że zdjęcia są “extra mocne” do czasu aż zobaczyłem zdjęcia innych na stronach związanych z fotografią ptasią . Zacząłem zmieniać sprzęt ( na moją kieszeń ) , znalazłem na swojej drodze osoby które pomogły mi w tym nowym moim hobby . Ten rok był dla mnie bardzo ale to bardzo owocny . Zrobiłem zdjęcia wielu ptaków, których przed tym nigdy nie widziałem jak to się mówi na własne oczy . Uważam że jednak jeden gatunek a właściwie zasadzka na niego nigdy nie zostanie zapomniana przeze minie . Jak już wspominałem skorzystałem z pomocy doświadczonego fotografa i udałem się na miejsce bezkrwawych łowów niedaleko miejsca zamieszkania . Było to dla mnie szokiem że takie piękne ptaszki mogą latać w naszym regionie . Rozbiliśmy namiot ( pierwszy raz taki widziałem ) wszystko trwało parę sekund ( żeby nie stresować gospodarzy ) , rozstawiliśmy sprzęt a właściwie kolega rozstawił sprzęt a ja swój aparacik i oczekiwanie ! . Po jakimś czasie współtowarzysz pyta się mnie czy słyszałem ? Pytam co ? Odpowiada ptaszka – obiekt na którego była ta “zasiadka” . Odpowiadam że nie wiem co mam słyszeć i w tym samym momencie przylatuje ! Piękny kolorowy , niesamowity , znany tylko z książek ptak . Siada sobie na gałęzi ustawionej przedtem przez kolegę . Zachowuje się spokojnie , zachowanie tego samca ( jak później sprawdziłem ) było dla mnie niesamowite . Miałem gęsią skórkę na całym ciele :-) . Robiłem fotki , myślałem że więcej go nie zobaczę ! . On jakby wiedział że mu nic nie zrobię sobie siedział i obserwował wodę ? .
Ni z tego ni owego zanurkował i w dziobie miał rybkę !. Myślałem zje sobie i poleci ? . W tym samym momencie nie zauważyłem skąd pojawił się drugi i byłem prze szczęśliwy jak zobaczyłem jak mój pierwszy karmi drugiego . Dopiero później zostałem uświadomiony że to samiec karmi samicę która wyleciała z norki ze skarpy naprzeciwko nas !!! . Później jeszcze byłem świadkiem wielu innych czynności z życia tych przepięknych ptaków . Nie mogłem się oprzeć wyjazdom do tego miejsca aż do czasu najważniejszego – wyjścia młodych z norki . Nie mogę sobie tego wybaczyć !!!! Trafiło na Święta Wielkanocne !!!! . Wiem że to nieprofesjonalne ! Ale z drugiej strony dalekoooooo mi do profesjonalizmu . Wszyscy już zapewne wiedzą że chodzi o ZIMORODKA .

Dodam jeszcze że to było jedno z ostatnich moich zdjęć zrobionych starym sprzętem . Niedobrzy ludzie mi go ukradli i zmusili do kupna nowego :-) . Minie jeszcze jakiś czas zanim kupię w miarę dobry obiektyw . Tak że chrońcie swój sprzęt . Złodziej nie śpi . Wiem że macie wiele więcej do stracenia niż ja .
_________________
http://www.piotrstraznikiewicz.pl/
 
 

Hanka 
forumowy nudziarz
Hanna Żelichowska



Dołączyła: 01 Sty 2011
Posty: 1628
Skąd: Warszawa

Wysłany: 2011-08-05, 17:12   

Majcz, Piotrze - wspaniałe historie, nie mniej piękne ptaki! :-) Już to wystarczy, żeby mnie skutecznie odstraszyć ... Trudno, może w następnym roku :) )
Wysoko położona poprzeczka, oj wysoko! Gratuluję Wam obu! :bravo: :bravo: :bravo:
_________________
Szanujmy ptaki żyjące w naszym mieście. Bez ptaków środowisko miejskie będzie szare i nieprzyjazne ...
 
 

Miro_mx 
moderator
Mirek



Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 1600
Skąd: Tychy

Wysłany: 2011-08-19, 11:47   

Zapraszam do udziału w konkursie, termin upływa.
Pozd.
_________________
Jestem z miasta :)
 
 

A.Ciechanowski 
niemowa
ciechus nazawsze z nami



Dołączył: 16 Sty 2011
Posty: 58
Skąd: Police

Wysłany: 2011-08-22, 18:00   

Może ja sprubuje ;-)
Od jakiegoś czasu,zafascynowały mnie chruściele,a dokładniej"wodniki".Pierwsze poczynania w tym kierunku poczyniłem jakieś trzy tygodnie wcześniej,od znalezienia jakiegoś dobrego miejsca do focenia.Wybrane przezemnie miejsce to mała błotna polanka wśrud turzyc.Wybrałem to miejsce,ponieważ w bliskiej odległości odzywały się charakterystycznym kwileniem wodniki,ale to nie o nich chciałem tu napisać.Spotkanie było niesamowite.Tego dnia,wyjechałem rowerem z domu ok.godz.4.15.Po ok.30 min.dojechałem na miejsce,po drodze spotykając odyńca przechodzącego przez ulice.Było jeszce ciemno,chociaż na choryzoncie już świtało.Zapowiadał się ładny dzień i taki właśnie był.Czas założyć spodniobuty,rower wrzucić w trzciny,plecak w krzaki i zabierając tylko niezbędne rzeczy ruszyłem w bagno w kierunku mojej miejscówki oddalonej o ok.20m. od drogi.Po chwili byłem już na miejscu.Usadowiłem się na znalezionym starym oparciu od kanapy samochodowej.Dzięki temu że jest dosyć miękka to całkiem wygodnie się na niej leży.Siatkę maskującą zarzucam na siebie bardziej jako ochrona przed komarami niż przed wzrokiem wodników i już jestem gotowy.Teraz tylko czekać aż się rozwidni.Uwielbiam takie środowisko,wokół turzycowiska,zapach bagna,rzęsa wodna i wciągające błocko,po prostu czuje się jak u siebie.Po mału robi się jasno,mam wrażenie że wschód słońca jak na złość kiedy jestem w terenie jakby spowalniał.Co jakiś czas dochodzą do mnie kwilenia wodników które kręcą się w pobliżu.Po jakimś czasie czuje jakieś kłucie na plecach.Nie wiem czy to komar czy co innego ale postanawiam się podrapać.Gdy spoglądam ponownie przed siebie dostrzegam wodnika stojącego w turzycowisku.Stoi i patrzy się na mnie.Czy wyjdzie na polankę? Mówie sobie ty idioto właśnie teraz musiałeś się podrapać? :klup2: Niestety,po chwili wodnik odchodzi i znika w turzycowym lesie i znów zapada spokój tylko czasami słychać wokół mojej polanki jakieś taplania nie wiadomego pochodzenia.Mija pierwsza godzina czatowania gdy nagle czyje że coś mi weszło na tyłek.Mówie sobie może"wodnik"nie,niemożliwe,raczej"żaba".Stoi tak chwile i zaczyna iść mi po plecach i po ramieniu schodzi.Wtedy było moje największe zaskoczenie bo okazało się że po moich plecach chodziła...kropiatka.Zeszła ze mnie i weszła na moją polankę.W najśmielszych marzeniach nie sądziłem że spotkam ten gatunek :-D Początkowo myślałem że to zielonka.Co za wspaniała niespodzianka.Dobra,tylko teraz tego nie schrzań,sobie muwie.Po mału kieruje obiektyw w jej kierunku i robie pierwsze,drugie,trzecie,czwarte,dziesiąte zdjęcie,ale się cieszyłem. Kropiatka chodziłą po środku mojej małej polanki,nie mogłem w to uwierzyć.Pochodziła tak z dwie minuty i kilkoma zwinnymi susami znikła w turzycach.Podekscytowany spotkaniem przeglądam zdjęcia na ekranie aparatu.Czasy z rzędu 1/30 sec.przy iso 800 spowodowały że niekture zdjęcia wyszły poruszone ale i tak sporo wyszło ostrych.Po jakimś czasie emocje opadają i znów zapada błoga cisza.
I tak mija kolejna godzina.Promienie słońca sięgają już po mału dna bagna.Po mału robi się już ostre światło.W pobliżu odzywa się bielik który ostatnio upodobał sobie ten teren polując pewnie na kaczki.Nagle z turzycowisk wypada na moją polankę ponownie kropiatka.Włączam aparat i strzelam.Tym razem nie zawitała długo i po chwili zniknęła w turzycowym lesie.Czekam,może wruci.Niestety,czekam i czekam i nic.Już jestem cały mokry,rękawy w wodzie nawet do spodniobutów wlała mi się woda.Można powiedzieć że skąpałem się w bagnie :lol:
Po jakimś czasie po mimo braku zdjęć wodników,szczęśliwy z udanego dnia postanawiam wracać.
_________________

Ostatnio zmieniony przez A.Ciechanowski 2011-08-25, 07:51, w całości zmieniany 2 razy  
 
 

Marek Paluch 
Analfabeta od urodzenia


Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 4166
Skąd: Opole

Wysłany: 2011-08-22, 18:18   

brawo
czekamy na spoznialskich i niezdecydowanych
bo warto :)
_________________
www.marekpaluch.pl
www.fotoneo.pl
 
 
 

kucik 
niemowa
Michal Kut


Dołączył: 09 Sie 2011
Posty: 59
Skąd: Strzyżów

Wysłany: 2011-08-22, 20:51   

O wlasnie zauwazylemn ten temat - chyba najbardziej demotywujacy tego lata :D ale brawa dla autorow za piekne sytuacje ;-)
_________________
http://michalkut.art.pl

"Fotografując staraj się pokazać to, czego bez ciebie nikt by nie zobaczył"
 
 

fotosc
gaduła okrutna
Sylwester Cwalinski


Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 1292
Skąd: USA / NJ / Lomza

Wysłany: 2011-08-22, 21:31   

za duzo pisania , wiec tylko poobserwuje :)
_________________
,gdyby zwierzeta potrafily stworzyc religie czlowiek bylby diablem
 
 

Jarzebina 
niemowa


Dołączyła: 12 Lis 2010
Posty: 69

Wysłany: 2011-08-22, 21:41   

Fajne te opowiadania i piękne zdjęcia....Nic nie "upolowałam" tego lata oprócz bociana...Chyba mojemu psu dorobię skrzydła, jest bardzo fotogeniczny...
 
 

Marek Paluch 
Analfabeta od urodzenia


Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 4166
Skąd: Opole

Wysłany: 2011-08-22, 22:29   

Sylwester po tylu latach na forum i na skeypie to wiem ze jestes leniwy :)
_________________
www.marekpaluch.pl
www.fotoneo.pl
 
 
 

Maciej Rębiś
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-22, 22:51   

A co z gniazdowymi sesjami?
 
 

Logiełka 
niemowa
Piotr Bryłka


Dołączył: 29 Lip 2011
Posty: 45
Skąd: Konstancin-Jeziorna

Wysłany: 2011-08-22, 22:54   

Kolorowa strzałka

Jak co roku z kolegami wybieraliśmy się na żagle na Chorwację. I jak co roku miałem zabrać ze sobą aparat i jakieś krótkie szkiełko. Jednak dosłownie dwa dni przed wyjazdem trafiłem na stronę internetową o siedliskach ptaków na Chorwacji. Zacząłem czytać i olśniło mnie, że w rejonie w który jadę jest mnóstwo ptaków. Decyzja była szybka, zabieram długie szkiełko. W sklepie sportowym zaopatrzyłem się w nieprzemakalną 40 litrową torbę i duuuuży plastikowy słój na aparat i obiektyw, by nie zamoczyć sprzętu przepływając „bączkiem” z jachtu na ląd.
Trzeciego dnia rejsu wpływając do mariny w mieście Cres zauważyłem przez lornetkę dwie czaple nadobne buszujące w szuwarach. Szybkie cumowanie jachtu, i pomimo protestów kolegów poszedłem na zdjęcia. Pełznąc powoli przez ścieżkę wydeptaną w przybrzeżnych trzcinach zauważyłem przelatującą kolorową, głośno piszczącą strzałkę. O! niespodzianka, lata tu zimorodek. Ciekawe gdzie siada? Zobaczmy. Wycofałem się na bezpieczną odległość i obserwowałem okolicę. Po 20 minutach zimorodek wrócił w poprzednie miejsce i usiadł na wbitym pionowo w muliste dno patyku. Na twarzy pojawił się uśmiech, mam Cię! Gdy wieczorem pakowałem do plecaka prześcieradło (moja siatka maskująca) koledzy śmiali się ze mnie mówiąc, że jak trafię na jakiegoś turystę to ten dostanie zawału jak zobaczy ducha. A na moje podniecone opowiadanie o zimku i jutrzejszej zasiadce pukali się w czoło. Nic to, niech się śmieją. Wieczorem pograłem im troszkę na gitarce i szybko zmyłem się spać.
Pobudka przed szóstą i idę żwawo w upatrzone miejsce. Przed trzcinami zatrzymała mnie przez chwilę myśl o widzianym w dniu poprzednim jadowitym wężu. Co robić, rozłożyłem nogi od statywu i szeleszcząc powoli szedłem do celu. Nie mając stołeczka, deseczki, kawałka drewna musiałem usiąść na błotnistej ziemi. Za plecami miałem kępy ostrego jak szpilki zielska, które boleśnie kłuło moje spalone przez słońce plecy. Nakryłem się prześcieradłem, a zabrane ze sobą dwa spinacze do bielizny zacisnąłem z przodu by ukryć statyw. Czekam i czekam, zakończenie kręgosłupa boli, drętwieją nogi, cierpną plecy lecz siedzę nieruchomo w nadziei na wymarzoną kolorową strzałkę. I doczekałem się, najpierw usłyszałem mojego głośnego kolegę, a potem usiadł na patyku wpatrując się prosto w obiektyw. I tu dylemat ISO 1250 czas 1/30s – pstrykać, nie pstrykać? Poczekałem jeszcze chwilę ale mój model znudził się widocznie i odleciał. Po pół godzinie wrócił, słońce wzeszło już za górą i dawało trochę słońca ISO 800 czasy 1/100 – pstryknąłem. Obraz mojego kolorowego przyjaciela raz za razem malował się na matrycy siódemki. Jak ja kocham ten moment, gdy przed oczami siedzi tak piękny, kolorowy ptaszek, jak robi te swoje minki, wygibasy ciała a lustro raz za razem klapie wydając ten słodki, podniecający dźwięk. Plecy przestają boleć, wraca czucie w siedzeniu świat staje się piękny. Zrobiłem kilkanaście zdjęć, nagrałem filmik i gdy mój model odleciał powoli wyszedłem spod prześcieradła i odszedłem na jacht, by dłużej go nie niepokoić.
Dziś gdy koledzy pytają mnie czy wyjazd był udany, jak wiatry itd. ja mam tylko jedną odpowiedź: to był najlepszy z moich żeglarskich wyjazdów, bo sfociłem zimorodka :-D

Zawsze o nim marzyłem, a nadleciał tak niespodziewanie w dalekim kraju. To był najlepszy strzał tego lata, a może i życia. Moja głośna, kolorowa strzałka ;-)

 
 
 

Miro_mx 
moderator
Mirek



Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 1600
Skąd: Tychy

Wysłany: 2011-08-23, 19:15   

:bravo: :bravo: :bravo:
_________________
Jestem z miasta :)
 
 

Maciej Rębiś
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-23, 20:35   

To jak z tymi gniazdowymi?
 
 

Hanka 
forumowy nudziarz
Hanna Żelichowska



Dołączyła: 01 Sty 2011
Posty: 1628
Skąd: Warszawa

Wysłany: 2011-08-24, 20:59   

Fantastyczne historie :bravo: :bravo: Lubie pisać, zdjęcia też robiłam w tym okresie, ale nie mam odwagi z niczym wystartować. Czuję się z góry pobita na głowę :cry:
_________________
Szanujmy ptaki żyjące w naszym mieście. Bez ptaków środowisko miejskie będzie szare i nieprzyjazne ...
 
 

Logiełka 
niemowa
Piotr Bryłka


Dołączył: 29 Lip 2011
Posty: 45
Skąd: Konstancin-Jeziorna

Wysłany: 2011-08-24, 21:57   

Haniu, przecież nie chodzi o to żeby złapać zajączka tylko żeby gonić go :)

Pozdrowionka
 
 
 

monia 
małomówny
Monika Pastrykiewicz



Dołączyła: 13 Lis 2010
Posty: 234
Skąd: gogolin

Wysłany: 2011-08-24, 23:49   

To i może ja spróbuję.
A więc wybralismy się z kolegą nad jezioro otmuchowskie w celu przeglądu gatunkowego,a było na czym oko zawiesić:)I tak sobie przebrnęlismy przez błotko-kalosze się przydały.Trafilismy na ścieżkę kamienista i taszcząc sprzet nagle mówię:
-czekaj chwile tylko pstrykne to coś i postawiłam lunete i kucnęłam by kompaktem zrobic fote zanim to coś ucieknie:)
A kolega na to odpowiada to cos to kamusznik-nastepnym razem mów,że po lewej coś chodzi:)
zostawilismy lunety i zabralismy sie za podchody ptaszka i udało sie pstryknąc kilka fotek dokumentacyjnych oczywiście juz lustrzanką:)
Dla mnie było to niesamowite wrażenie zobaczyć cos czego jeszcze nie widziałam i w dodatku tak blisko.Oby wiecej takich bliskich spotkań.



Uploaded with ImageShack.us
_________________
http://przyropol.blogspot.com/ - wieści z terenu i nie tylko:)
 
 
 

nifares69 
milczek
Dariusz Serafin



Dołączył: 26 Kwi 2009
Posty: 100
Skąd: Wisła Mała

Wysłany: 2011-08-25, 12:02   

Ja będąc na Kaszubach,jadąc autem przypadkowo zauważyłem poruszenie na trasie dojazdu do domu wypoczynkowego.Nie byłem przekonany co to za ptaszki latają.Ale biegając tą trasą stwierdziłem ,że gniazduje tam rodzina gąsiorków i postanowiłem ją uwiecznic na fotografii.Niestety pogoda nie dopisywała(jak to na wczasach w Polsce ).Jednak udało zrobic się kilka ujęc przez te parę dni czajenia się na tą małą rodzinkę.
_________________
Próbuję focic na systemie Canona
 
 

Miro_mx 
moderator
Mirek



Dołączył: 26 Lut 2008
Posty: 1600
Skąd: Tychy

Wysłany: 2011-08-25, 15:42   

Maciej na forum był temat w kwestii zdjęć gniazdowych. Twój skrzydlaty okaz tego lata w zamyśle miał pokazać trud jaki podjęliśmy w "upolowaniu" gatunku i krótkiego opisu. Natomiast zdjęcia gniazdowe są z kategorii "dokumentacyjnej" danego okazu. Raczej sugerowałbym zdjęcia dorosłego osobnika. Pozd.
_________________
Jestem z miasta :)
 
 

kucik 
niemowa
Michal Kut


Dołączył: 09 Sie 2011
Posty: 59
Skąd: Strzyżów

Wysłany: 2011-08-25, 18:14   

Od dawna marzyłem o zdjęciach perkoza dwuczubego, co w mojej okolicy, ubogiej w odpowiednie zbiorniki, nie jest sprawą prostą. Wreszcie pewnego razu zauważyłem parę i to na pobliskim stawie. Codzienne obserwacje przynoszą niespodziankę kilka dni później - okazuje się, że jest jeszcze jedna para i to na tym samym stawie. Nic tylko ustawić pływadełko i liczyć na łut szczęścia.

Tego dnia planowałem zjawić się nad wodą przed świtem. Oczywiście zabójcza drzemka telefonu zadziałała z brutalną skutecznością i w efekcie zamiast spokojnie wstać o 4.40 zerwałem się o 5.50. Szybkie jedzenie w biegu, jednocześnie połączone z ubieraniem i już 10min później byłem w samochodzie. Dojeżdżając na miejsce, słońce już zerkało mi w lusterko samochodu. Przygotowany na porażkę, nabrałem nadziei przez metrową warstwę mgły na powierzchni, która szanse na dyskretne wejście do wody.

Skoro już jestem na miejscu - pomyślałem - to spróbuję. Szybki montaż głowicy, aparatu i do dzieła... Pośpieszne wodowanie plywadelka jak na rozkaz poderwało mewy, przy tym płosząc dwie z kilkunastu czapli siwych na drugim brzegu. Białe kuzynki nawet nie bardzo zwróciły uwagę na zamieszanie. Wreszcie ucichło, a pozostała obsada stawu wróciła do swoich porannych zajęć. Już po pierwszych 30min podpływa nagle z prawej kurka wodna, zbliżając się na 3-4m, ale moje zaskoczenie w mgnieniu oka przechodzi na nią i ta odlatuje z krzykiem i chlupotem wody. Ledwo tafla wody się uspokaja, a po lewej dosiada się do mnie brodziec piskliwy, by po paru sekundach odlecieć z głośnym piskiem. Powtórna cisza nadaje klimat, gdy w tym samym czasie z mgły, mniej więcej na środku stawu, wynurzają się dwie czubate głowy perkozów. Zdziwiony i zdezorientowany zamieszaniem, nie zauważam ze wzdłuż trzcin z lewej, zaledwie 20m ode mnie wyłania się druga para. Pływadelko ustawione dokładnie 90st do bliższego duetu i dylemat - co zrobić: czekać na te z przodu, czy obrócić w lewo? Nie ruszać się żeby nie wypłoszyć tych po lewej czy zaryzykować i spróbować szczęścia z bocznym światłem? Ryzykuję... Lekko nadsuwam tyłek i zaczynam manewry moim okrętem. W myślach hamuje zapędy do gwałtownych ruchów - myśle: tylko bez pospiechu Michał, tylko bez pospiechu.... W końcu mam - widzę w obiektywie perkoza, z paroma trzcinami i ładnie podświetlona mgła. "Piękne będzie ujęcie" przebiega przez myśl i równie szybko piękne marzenia pryskają jak banka mydlana - za wysoko celuje punkt AF i nie trafiam w perkoza, ale w zamglone tło. Przyprawia system AF o uczucie zagubienia i nieobecności, wędrujący po zakresie w poszukiwaniu punktu odniesienia. A perkoz? Jak to perkoz- nurkuje, najpierw jeden, potem drugi, by wynurzyć się już znacznie dalej, poza sensownym zasięgiem, a ja zły zostaję z ciszą dookoła.

Zrezygnowany rozglądam się to przez obiektyw to przez oczka siatki, a tu niespodziewanie wpada z hukiem piskliwiec. Ląduje ledwo 2 metry od pływadelka , podbiega to w jedną to w drugą, by za moment spokojnie zacząć śniadanie w cieniu brzegu. Lata tak parę minut w tą i z powrotem, w ogóle nie zainteresowany śledzącym go okiem obiektywu i odgłosem migawki. Oddala się na jakieś 4m, przystaje na kamieniu i bez namysłu odrabia poranna toaletę wdzięcznie wyginając się to w jedną, to w drugą, jakby pozował do zdjęć. Migawka trzaska raz po raz, a ja zaaferowany fotografowaniem odważnie pochylam się do przodu i łapę parę ładnych litrów wody do woderów. Powoli czuje jak zimny strumień przesiąka kurtkę, ocieplacze by zakończyć swoją drogę tam gdzie człowiek wodę oddaje naturze... Kurrrde - myślę, woda nie za ciepła, a ja cały mokry... Komfort jakby się obniżył, ale powtarzam sobie: wytrzymam, wytrzymam... . Dając chwilę wolnego mojemu piskliwcowi-modelowi, obracam pływadełko i przez obiektyw oglądam w oddali pięknie tokujące perkozy.

Po dłuższej chwili zaciekawiony brakiem sygnałów obecności brodźca, zerkam w bok i oglądam piękne, spokojne widowisko jak ten wygodnie usadawia się na kamieniu, by za parę minut zasnąć, nie zwracając nawet uwagi na szybkie trzaski migawki mojej 20-tki. Z zadowoleniem jeszcze przez 1,5h obserwuję niczym nie zakłócony sen piskliwego, a wszystko zaledwie 4m ode mnie.

Po 8 słońce zaczyna ostro grzać, znika mgła i falujące powietrze nie pozwala nawet na dalekie obserwacje perkozich zalotów, o zdjęciach nie wspominając. Na próżno czekam jeszcze godzinę na ich podpłynięcie perkozów. Mój kolega brodziec budzi się i w kilka sekund odlatuje z piskiem. Na wodzie zostają niezmiennie mewy i krzyżówki, a moje mokre gacie zaczynają dawać się coraz bardziej we znaki, a palce u nóg zapomniałem, że w ogóle mam. Kończę więc zmagania i zadowolony wracam do normalnego świata bez perkozów, ale z pięknym brodźcem piskliwym...

Zdjęcie w trakcie toalety, tuż przed snem...
Ostatnio zmieniony przez kucik 2011-08-26, 10:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
 

Maciej Rębiś
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-25, 20:40   

Miro_mx napisał/a:
Maciej na forum był temat w kwestii zdjęć gniazdowych. Twój skrzydlaty okaz tego lata w zamyśle miał pokazać trud jaki podjęliśmy w "upolowaniu" gatunku i krótkiego opisu. Natomiast zdjęcia gniazdowe są z kategorii "dokumentacyjnej" danego okazu. Raczej sugerowałbym zdjęcia dorosłego osobnika. Pozd.


Trud przy gniazdo tez ma miejsce. Dorosle ptaki tez sa na gniazdach :)
Jak sie da to bedzie, ktos pomorze w obrobce?
 
 

Marek Paluch 
Analfabeta od urodzenia


Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 4166
Skąd: Opole

Wysłany: 2011-08-25, 20:55   

Macieju tu niechodzi o super foty a o opowiadanie zwiazane z tymi fotkami
wiec obrobisz jak bedziesz mogl :)
_________________
www.marekpaluch.pl
www.fotoneo.pl
 
 
 

Maciej Rębiś
[Usunięty]

Wysłany: 2011-08-25, 21:03   

Marek Paluch napisał/a:
Macieju tu niechodzi o super foty a o opowiadanie zwiazane z tymi fotkami
wiec obrobisz jak bedziesz mogl :)


Jak opowiadanie to ja sie podaje :) , bo dla krasomówców a raczej krasopisarzy :)
 
 

Hanka 
forumowy nudziarz
Hanna Żelichowska



Dołączyła: 01 Sty 2011
Posty: 1628
Skąd: Warszawa

Wysłany: 2011-08-25, 23:27   

Zabawny czarnowron

Fascynują mnie ptaki krukowate. Podglądam zachowania kawek, srok, gawronów przebywających w pobliżu, w mieście i na terenach podmiejskich. Podziwiam ich spryt i pomysłowość w zdobywaniu pokarmu czy zdolności organizacyjne, wytrzymałość i wyczyny ekwilibrystyczne w okresie budowy gniazd. Wszyscy wiemy, że krukowate odznaczają się swoistą inteligencją, zapamiętują sytuacje i miejsca, uczą się, kombinują, naśladują inne ptaki, są bacznymi obserwatorami, nieomalże wymyślają sposoby i drogi dojścia do celu. Oczywiście, kruki stoją na szczycie tej ptasiej arystokracji. Ale kruki są dla mnie niedostępne. :cry: Zdarzyło mi się spotkać te ptaki żerujące w rodzinnym gronie na polu, oczywiście – daleko. Widziałam kruki przelatujące po niebie, a nawet ptaka siedzącego na szczycie drzewa iglastego. Ich głosy chrapliwe i głucho skrzeczące, mało dźwięczne, ale wyraziste i niosące się w dal – zawsze robią na mnie ogromne wrażenie. Nasuwają skojarzenie głuszy i odludzia, poruszają jakieś tęskne nuty … :roll:

Do krukowatych należą też czarnowrony. Takie zachodnioeuropejskie wrony, tyle że bez szarego koloru … Czarnowrony spotykam wyłącznie za granicą. U nas – nie widziałam. W lipcu byłam w Holandii, gdzie czarnowrony są prawie wszędzie. Co nie znaczy, że łatwo je fotografować. Ale bardzo trudno – też nie. Ja im, a one mnie też - przyglądają się z zaciekawieniem, bo są z natury – jak to krukowate – bardzo ciekawskie i zawsze mają nadzieję na jakiś poczęstunek.

Raz spotkałam czarnowrona, który był indywidualistą, dobrze się czującym we własnym towarzystwie i wymyślającym sobie rozrywki. Było bardzo gorąco tego dnia, słońce prażyło a na bezchmurnym niebie latały jerzyki, do tego wiał lekki wiatr. Szłam żwirową ścieżką wzdłuż wielkiego zbiornika wodnego, mijając z jednej strony trzcinowisko, z drugiej barierkę odgradzającą szerokie, wystrzyżone nisko pole trawy. Tam biegały psy, chodzili i siedzieli ludzie. W kępkach roślin i łąkowych kwiatów uwijały się owady. Po tym trawniku przechadzały się dwa czarnowrony – rodzic i osobnik młodociany. Założyłam z góry, że to samiec, bowiem był taki szczeniacko chłopięcy. Zadziorny, zaczepny i taki rozpuszczony jak bywają jedynacy. Co chwila podskakiwał i ustawiał się przodem do rodzica, z rozwartym dziobem, wykrzykując swoje żądania. Raz coś dostał, ale wyraźnie na odczepnego. Czarnowron był już dość samodzielny i rodzic nie uważał za konieczne zaspokajanie jego nienasyconego apetytu. Warknął więc do małego „Zajmij się sobą” i - odleciał. :-/
Młody rozejrzał się dookoła. Nuda! Zobaczył kawkę na barierce i poleciał w tym kierunku. Kawka nie miała zamiaru zadawać się ze smarkaczem innego gatunku i długo się nie namyślając, odleciała na drzewo. Czarnowron wcale się tym nie zmartwił. Zaraz sobie wymyślił zajęcie. Jak jakiś wysoko opłacany kontroler stanu technicznego infrastruktury parkowej, zabrał się za przegląd złączy metalowych palików z poziomą barierką ogrodzenia. Systematycznie i dokładnie oglądał każde miejsce. Postukiwał dziobem, skubał coś, zaglądał z boku, od spodu, a gdybym była bliżej, to pewnie usłyszałabym pomrukiwanie satysfakcji lub dezaprobaty. Był niesamowicie tym zajęciem pochłonięty. Po inspekcji jednego, przeskakiwał do następnego miejsca. Ponieważ zaintrygowały mnie poczynania młodego czarnowrona, stałam i patrzyłam. A on się pomału do mnie zbliżał.
W pewnym momencie zrobił coś bardzo zabawnego. Przykucnął na barierce, wychylił się tak, jakby miał zrobić przewrotkę do przodu na rurze i sięgnął po źdźbło trawy poniżej. Wiał wiatr, więc trawa kołysała się w przód i w tył, a czarnowron – jak zaczarowany, pochylał się coraz niżej i niżej z wyraźnym zamiarem dosięgnięcia trawki. Rozumiem, że „przegląd” złączy barierki miał na celu wyłapanie chowających się w zagłębieniach owadów, much może lub pajączków … Ale trawka? To już była czysta zabawa, sztuka dla sztuki, ćwiczenie refleksu i cierpliwości. Upór. Trawka się kiwała, kiwał się czarnowron … Komiczny widok! :shock:
Jak to się skończyło? Oczywiście, sympatyczny czarnowron dosięgnął wreszcie trawki, uszczknął jej czubek i szybko wypluł niesmaczne nasiona. Zrobiłam kilka zdjęć, ale jeden mój nierozważny krok do przodu za dużo i tyle czarnowrona miałam … Fruu, poleciał żebrać u rodziców i nękać ich swoimi kaprysami. :-D



Czarnowron sięga po trawkę ...
_________________
Szanujmy ptaki żyjące w naszym mieście. Bez ptaków środowisko miejskie będzie szare i nieprzyjazne ...
 
 

nifares69 
milczek
Dariusz Serafin



Dołączył: 26 Kwi 2009
Posty: 100
Skąd: Wisła Mała

Wysłany: 2011-08-26, 09:48   

Oj Michale ,to paluszki w nogach musiały byc nieźle pomarszczone:D
_________________
Próbuję focic na systemie Canona
 
 

kucik 
niemowa
Michal Kut


Dołączył: 09 Sie 2011
Posty: 59
Skąd: Strzyżów

Wysłany: 2011-08-26, 10:56   

oj, nie tylko nogi :mrgreen:
_________________
http://michalkut.art.pl

"Fotografując staraj się pokazać to, czego bez ciebie nikt by nie zobaczył"
 
 

Jarzebina 
niemowa


Dołączyła: 12 Lis 2010
Posty: 69

Wysłany: 2011-08-27, 11:30   Gołębica

Przez wiele lat miałam sąsiada, który z kolei posiadał sporych rozmiarów gołębnik. Gołębie pocztowe były jego pasją, potrafił o nich godzinami opowiadać, brał udział w zawodach, to znaczy w zawodach brały udział jego gołębie, należał do stowarzyszeń gołębiarzy i pisał artykuły do pism fachowych. Przynosił mi filmy na wideo, z których najciekawszy opowiadał o możliwościach gołębiego oka. O możliwościach gołębiego serca filmu nie widziałam, więc nie wiem, skąd się wzięło powiedzenie o gołębim sercu symbolizującym wrażliwość, czułość i dobroć. Może stąd, iż skrzydła i grzbiet gołębia układają się na kształt serca - symbol miłości a może stąd, że rydwan bogini miłości, Afrodyty, zaprzężony był w gołębie. Gołąbki miłości splecione z obrączkami widnieją na niejednym, ślubnym zaproszeniu a gruchanie pary zakochanych gołębi na parapecie o piątej nad ranem, oprócz tego, że doprowadza śpiących po drugiej stronie okna do szału, stało się przysłowiowym znakiem miłości. O gołębiach pocztowych, posłańcach listów miłosnych, też warto wspomnieć.

Pękła dziś we mnie

Czy wiesz kochany, że pękła dziś we mnie
Ostatnia mnie z tobą łącząca nić
Wraz z nią odfrunęły pocztowe gołębie
Bez ptaków dalej przyjdzie mi żyć

Odepchnąłeś rękę wyciągnięta do Ciebie
Niechcianej miłości dałeś tym znak
Że nic już nie znaczę, gdy w swoim gniewie
Kolejny gołąb odleciał, ostatni już ptak

Czy wiesz kochany, że rozdział zamknięty
Na drzwi zatrzaśnięte nadszedł czas
Tyś z mojego serca na zawsze wyklęty
Gdy w piersi nosisz nieczuły głaz

Nie będę dla Ciebie już snuć opowieści
Dla Ciebie żadne nie powstaną strofy
Gołąb odleciał i już żadnych wieści
Ptak nie dostarczy, nawet, że kochasz…(Jarzębina)

Ale skąd mięso zawinięte w kapustę dostało miano gołąbków, to już najtęższe głowy nie wiedzą. Mnie kojarzy się tylko powiedzenie: przez żołądek do serca.
Gołębie udomowili Fenicjanie około sześciu tysięcy lat temu. Słano nimi na dalekie dystanse wieści o wielkich wydarzeniach i prośby o pomoc ale nie wszystkie ptaki docierały do celu. Drogą selekcji wyodrębniono wreszcie te najsilniejsze i najbardziej przywiązane do gołębnika by uznać je za osobną rasę dopiero dwieście lat temu. Szkolenie gołębi pocztowych odbywa się między innymi metodą „wdowieństwa”, w której wykorzystuje się pociąg samca do samiczki, gdyż u gołębi popęd płciowy jest wyjątkowo silnie rozwinięty.
Zakochany gołąb wracając do swojej dziewczyny w gołębniku pokonuje bez odpoczynku, jak szalony, setki kilometrów a potem…grucha z nią i grucha….i dalej już wiadomo, co się dzieje.

Szybowce pocztowe

Dwa gołębie przysiadły na moim parapecie
Obrączkami złączone ślubnymi zawczasu
W jednym gołębniku chowały się przecież
Adres w pamięci, nie trzeba kompasu.

W jednym ruchu, cudownie, dwie główki
Pod skrzydła wtuliły tuż przed zmrokiem
Jednego ptaka dwie identyczne połówki
Ukryte głęboko pod skrzydłem szerokim.

Zmęczone powrotem do domu z daleka
Szybowce pocztowe mają lądowisko
Noc przetrwają w pobliżu człowieka
Ciepło domu przez chwilę jest blisko.

O poranku do siebie gruchały zawzięcie
Papużkom nierozłączkom jakże podobne
Z wielką miłością i z wielkim przejęciem
Znowu do lotu w każdej chwili sposobne.

Gdzie były. Komu wieści dobre zaniosły
Nim strudzone przysiadły za moim oknem
Wraz z listem przywitał je śmiech radosny
Kogoś, kto obrączkę założy na wiosnę?

Ziarno sypnęłam szarym posłańcom
Dobrych wieści niech nie żałują nikomu
Choćby z dalekiego gdzieś świata krańca
Bez kompasu trafią z powrotem do domu.

Puste me okno, nie słychać gruchania
Lecz ja ziarno wciąż trzymam w pobliżu
Może z wieścią inny posłaniec kochania
Gołębiem pocztowym lot tutaj swój zniży. (Jarzębina)

Nie, nie…to nie dlatego, czyli nie dla seksu, wybrałam gołębia na „mój skrzydlaty okaz tego lata.” Chciałam zrobić zdjęcie gołębi na mojego bloga Jarzębiny jako ilustrację do wiersza. Jedno mam, świetnie uchwycone ale stare już zdjęcie z gołębiami z Wenecji. Na Placu Świętego Marka gołębie nic sobie nie robią z podziwiających zabytki turystów, znienacka siadają im na głowach i ramionach stanowiąc porównywalną do Pałacu Dożów atrakcję. Krakowskie gołębie uprzykrzają zaś życie mieszkańców miasta i Mickiewiczowi na Starym Rynku, cierpliwie znoszącemu na pomniku ich poczynania ale gołębie te mają za to chwalebną przeszłość a nawet i swoją legendę. Zdjęcia krakowskich gołębi nie posiadam….

Albo na przykład zdjęcie białego gołąbka byłoby warte grzechu. Wszak to symbol przyjaźni, dobrej woli i pokoju między narodami. Jego symbolika wywodzi się ze Starego Testamentu (ikonografia Ducha Świętego w Kościele katolickim) ale do współczesnej historii przeszedł głównie za sprawą Pabla Picassa, który wymalował wizerunek białego gołębia na serwetce we wrocławskim hotelu „Monopol” a ja z zawodu jestem hotelarzem.
Gołębie w sztuce to szeroki temat na niejedną pracę naukową z wyłączeniem gołębi w sztuce prestigitatorskiej, wypuszczanych sprytnie przez magika z kapelusza oraz chmury gołębi wypuszczanej w niebo na stadionach przy różnych okazjach. Ja pracy naukowej o gołębiach nie piszę, chociaż trzeba przyznać, że gołąb na przestrzeni dziejów dorobił się niezłej oprawy i można by się na nim pewnie i doktoryzować. Przyglądam im się tylko, kiedy podziwiamy z moim psem kaczki i łabędzie pływające na stawie w pobliskim parku.

Ponieważ ptaki są dokarmiane przez mieszkańców miasteczka gołębie również załapują się do tej miski żyjąc z innym ptactwem w tym względzie w symbiozie. Tego innego ptactwa jest sporo w powietrzu i na drzewach ale ponieważ jestem początkującym fotografem amatorem, który dopiero co zafundował sobie aparat, ciągle napotykam na przeszkody, żeby uchwycić, to co chciałabym, w obiektywie.





Tego dnia zasiadłam na ławce w parku a mój pies jak zwykle, zachwycony wszystkim, co się rusza, obserwował pływające po stawie kaczki. Najpierw na ścieżce pojawiła się samotna gołębica a chwilę później nadleciał samczyk i zaczął ją bacznie obserwować z pewnej odległości.

- chętnie poderwałbym tę panią

zagruchał do mnie figlarnie mrużąc jedno oko a potem dodał:

- niezła laska, nieprawdaż?

Przytaknęłam ruchem głowy zaintrygowana dalszym rozwojem wypadków na równi z moim psem, który odpuścił kaczki i zawiesił wzrok na gołębiach.

- sądzisz, że mi się uda? Tak, po prostu, na ulicy?

Nie czekając na moją odpowiedź samczyk ruszył pewnym krokiem w kierunku dziewczyny, obszedł ją dookoła raz i drugi a potem rozwinął skrzydła i zgrabnie wskoczył jej na plecy. Gołębica nawet się nie obejrzała a już była jego.

- no, no…ależ trzeba tupetu, pewności siebie i odwagi – pomyślałam – żeby tak od razu, nie bawiąc się w konwenanse? To ma być symbol miłości?

Chyba jestem romantyczna i starej daty. Za chwilę pewnie ktoś powie, że gdyby głupota miała skrzydła, to latałabym, jak gołębica. A swoją drogą miłość ponoć uskrzydla…więc może warto sobie te skrzydła przyprawić?
Ostatnio zmieniony przez Jarzebina 2011-09-14, 10:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
 

Sławek Wojtczak 
rozkręcam się



Dołączył: 05 Gru 2010
Posty: 444
Skąd: Wałcz

Wysłany: 2011-08-27, 13:59   

To i ja spróbuję :-)

Wędkuję odkąd pamiętam. Jako mały brzdąc spędzałem każdą wolną chwilę nad wodą z wędką w reku. Początkowo pod bacznym okiem rodziców, a później sam, jeździłem rowerem, czy "komarkiem" nad moje ulubione jezioro. Nierzadko podkradałem tacie lornetkę i na "bezrybiu" obserwowałem otaczającą mnie przyrodę :) Chłonąłem całym sobą roztaczające się wokół mnie piękno :) Co roku para krzyżówek oraz łabędzi niemych wyprowadzała tam lęgi. Podpływały całą rodziną dość blisko mnie, nie zwracając uwagi na moją obecność - pewnie domyślały się, że nie zrobię im krzywdy :) Nierzadko przepłynął też bóbr. Czas spędzony nad wodą umilały mi także piękne popisy wokalne trzcinniczków :)
Któregoś dnia przemknął kilka metrów ode mnie niebieski ptak. Usiadł na wystającym nieopodal z wody patyku. Obserwowałem go przez lornetkę, wtedy jeszcze nie wiedziałem co to za ptak, ale był piękny :) Po powrocie do domu, od razu zwróciłem się do taty, z pytaniem co to za niebieski ptak poluje na narybek ;) Okazało się, że to zimorodek :) Od tamtej pory byłem nim zafascynowany. Sposób w jaki polował na rybki wydawał się dla mnie niesamowity... Widywałem go w tym miejscu dość często.
Ponad 2 lata temu, siedząc na kładce wpadłem na pomysł aby kupić aparat fotograficzny. Obserwacja przez lornetkę, trochę mnie irytowała, bo nie mogłem utrwalić tego co widziały moje oczy :) Udało mi się kupić aparat z obiektywem 200mm. Od razu zamierzałem sfotografować zimorodka. Początki były trudne :) Szybko okazało się, że fotografia przyrody wcale nie jest prosta ;) Kilkanaście wizyt nad stawem nie przyniosło upragnionych efektów. Wędki odstawiłem w kąt, nad woda zjawiałem się coraz rzadziej, wolałem uganiać się po lasach i łąkach za ssakami. Gwiazda zimorodka również lekko przygasła, ale gdzieś tam głęboko we mnie jakaś iskierka cały czas się tliła.
Od tamtej pory minęły 2 lata, fotografia przyrodnicza strasznie mnie zafascynowała. W międzyczasie zmieniłem sprzęt, niestety sam aparat zdjęć nie robi, musimy dołożyć do tego własną cięzką prace w terenie... ;)
Ostatnio natchnęło mnie aby odkurzyć wędki ;) Wybrane łowisko przez tydzień zanęcałem gotowanymi ziemniakami. Nastawiony byłem na mój ulubiony gatunek ryby - lina :) Sobota wieczór - pierwsza zasiadka. Złowiłem piękne ryby, między innymi, lina o długości 47cm ( klik ) Pieknie walczył, jest to mój najwiekszy lin :) Przypomniały mi się dość dawne czasy z wędką ;)
Podczas którejś z kolei zasiadki usłyszałem charakterystyczny pisk... to był on! Zimorodek! :D Momentalnie zapomniałem o rybach, w tym momencie liczył sie dla mnie tylko on!
Na drugi dzień wbiłem przy brzegu kilka patyków, niestety wieczorem nie pojawił się :( Drugiego dnia również... Trochę zasmuciłem się, ale nie traciłem nadziei :) Kolejnego dnia przyleciał wprost na moją wedkę! Mój ukochany zimorodek usiadł mi na szczytówce wędki :D Proszę mi wierzyć, to jest najszczersza prawda! :) Spotkanie jednak nie trwało zbyt długo, ale ptak dał mi znak do działania ;) Od tamtej pory zimorodki regularnie zjawiały się nad stawem. Z częstych obserwacji zauważyłem, że najbardziej przypadły im do gustu 2 z 4 podstawionych przeze mnie patyków. Niestety owe jezioro położone jest w zagłębieniu i nie docierają do niego pierwsze promienie słońca... Wieczorem jest ciut lepiej, ale dalej nie idealnie. Trudno, lepszego miejsca nie mam. Ostatecznie zostawiłem jeden patyk i przy nim zaplanowałem pierwszą zasiadkę. Statyw rozstawiony, teleobiektyw zamocowany, a ja siadam w spodniobutach w bagno i nakrywam się siatką maskującą ;) Po godzinie czuję wibracje telefonu... Okazało się, że rodzice zapomnieli kluczy od domu i nie mogą się dostać do środka... Trochę mnie poddenerwowali. Musiałem się zwijać, bez żadnego zdjęcia na karcie. Następnego dnia zasiadka numer 2. Zimorodek kazał na siebie długo czekać ;) Już powoli traciłem nadzieje w powodzenie zasiadki :)



Niestety wakacje dobiegają końca, ale mam nadzieję, że "zimek" jeszcze siądzie przed moją czatownią w lepszym świetle ;)

Pozdrawiam
_________________
www.rytmynatury.blogspot.com
 
 
 

damian2000 
niemowa
Damian Bednarz



Dołączył: 21 Lis 2010
Posty: 68
Skąd: okolice Krakowa

Wysłany: 2011-08-27, 14:29   

I ja spróbuje

O nadobnej pierwszy raz usłyszałem na początku sierpnia, kiedy byłem jeszcze na campingu. Na stawy wybrałem się w dniu, w którym wróciłem z Doliny Nidy. Na miejscu ujrzałem 9 nadobnych. Takiej liczby osobników nie widziałem jeszcze nigdy w życiu. Przenocowałem w terenie i o 3:00 udałem się do wcześniej postawionej czatowni. Gdy było jeszcze ciemno przyleciało stadko brodźców śniadych. Wokół mnie krążyły też kwokacze i łęczaki.
Wreszcie gdy zaczęło świtać usiadły czaple, szczególnie dużo było białych, ale było wśród nich kilka nadobnych. Towarzystwo usiadło niestety po drugiej stronie stawu. W pewnym momencie zaczęły przechodzić z jednej części stawu na drugą. Czaple białą udało się uwiecznić, ale nadobna pokonała ten dystans lotem. Tak wyglądało nasze pierwsze spotkanie.
Niestety następny tydzień miałem bardzo zajęty i nie mogłem dalej powalczyć z tematem. Po upływie tego czasu myślałem, że ich już nie ma i zająłem się innymi tematami.
Wszystko odmieniło się, gdy pewnego razu na forum obserwacyjnym przeczytałem, że one dalej tam są, a w szczytowym momencie było ich nawet 20 !!!
Szybka decyzja i postanowiłem zmierzyć się z nimi ponownie. W planach były 3 dni fotografowania. Zabrałem potrzebny sprzęt, a tata odwiózł mnie na miejsce. Do wieczora obserwowałem gdzie mniej więcej siadają, po czym rozstawiłem czatownie.
Przenocowałem w namiocie, a rano już czekałem w kryjówce. Jako pierwsze przed świtem pojawiły się siewki, a następnie rybitwy i oczekiwane nadobne. Nie było to jednak "pełno kadrowe" spotkanie, bo czaple trzymały się ode mnie w bezpiecznej odległości. Wschód zaczynał się powoli rozkręcać, bo wokół mojej czatowni krążyły rycyki i przesiadywały rybitwy białowąse, które zdecydowanie przejęły kontrole nad tym co się dzieje w ich rewirze. Atakowały każdego kto się do nich zbliżył min. rycyka oraz nadobne (dzień wcześniej inne osobniki atakowały błotniaka stawowego). Czas powoli leciał, a główne modele dalej trzymały się daleko.
Zapatrzyłem się trochę na nie i za późno dostrzegłem 3 kszyki, które zbliżyły się do mnie na wyciągnięcie ręki. Żerowały tak sobie dobre 5 minut, a ja nie byłem w stanie nastawić ostrości (były za blisko). W pewnym momencie na chwilę się oddaliły i pozwoliły na wykonanie kilku ujęć, ale wciąż było to za blisko. Sesja zakończyła się na tym, że odeszły tyłem do mnie.
Swoją uwagę skierowałem więc znów na nadobne. Okazało się, że stadko zaczynało się przerzedzać i pozostały tylko 2 osobniki. Dostrzegłem też, że prawie rozładowała mi się bateria.
Co tu dalej robić? Upał był niesamowity!!! Przed godz.12:00 potrząsłem czatownią, ale nic się nie wypłoszyło. Zacząłem klaskać, a tu dalej nic. W końcu wzmocniłem przekaz, a ptactwo lekko zdezorientowane na chwilę odleciało. Wyszedłem z czatowni, przebrałem się i ruszyłem do sąsiedniej wioski prosić kogoś o naładowanie baterii. Udało się ! Pewni ludzie się zgodzili za co jestem im niezmiernie wdzięczny. Odczekałem 1,5 h i skierowałem się w stronę czatowni.
Dotarłem na miejsce i …......... !!!! Normalnie nadobna była pod moją czatownią na "pełen kadr", albo i portret, a do tych 2 osobników doleciała reszta stada wraz z bonusikiem w postaci bociana czarnego.
Nie trwało to długo, bo za chwilę "pełno kadrowe" nadobne odleciały.
Mimo szczęścia w tym miejscu postanowiłem przenieść czatownie w stronę większej grupki (przemawiał za tym fakt, że co odleciały to wracały właśnie w to miejsce).
Namęczyłem się strasznie, bo przy takich upałach to nie jest łatwe zadanie. Od przyjazdu wypiłem już 2 butelki wody mineralnej. W końcu wszystko było gotowe. Założyłem aparat i wszedłem do czatowni, która tym razem nie znajdowała się na błotku, a już na wodzie (co prawda płytkiej, ale zawsze to woda). Nadobne wróciły po pewnym czasie, ale usiadły w innym miejscu. Czekałem dalej na to co się wydarzy...... i nic. W końcu przeleciały na sąsiedni staw (widocznie jeszcze się nie przyzwyczaiły do czatowni). Odwróciłem się by sięgnąć po telefon....... a tu wszystko utopione !!!
Mimo że trzymany był w reklamówce to woda jakoś się tam dostała. Ptaków i tak żadnych w tym momencie nie było, wyskoczyłem więc z czatowni. Tak ubłocony to nie byłem jeszcze nigdy, mimo że mam już za sobą kilkanaście wyjazdów na błotko (jedynie aparat i obiektyw były czyste- ale to najważniejsze). Ruszyłem w kierunku brzegu, przebrałem się, umyłem się, spakowałem aparat i wszystkie wartościowe rzeczy, po czym ruszyłem w kierunku przystanku autobusowego.
Skoro telefon nie działa to rodzice się nie dodzwonią- nie było innego wyjścia jak powrót do domu.
Niestety przystanek do którego zmierzałem znajdował się ok 35 km od domu, a ja nie znałem rozkładu jazdy tutejszych busów. Wiedziałem tylko, że na pewno nie obejdzie się bez przesiadki.
Czekałem już prawie 50 minut i nic nie przyjechało, a była już praktycznie noc.
Po długich próbach jakimś cudem udało mi się włączyć telefon i wykonać jeden telefon do taty, w którym wyjaśniłem jak sprawa wygląda i spytałem się czy by nie mógł po mnie przyjechać.
Po pewnym czasie byłem już razem z nim na stawach. Z latarką w ręce składałem rozstawioną czatownię, a mimo nocy upał doskwierał dalej. Ciężko też było poznosić ciężkie materiały, które były przesiąknięte wodą. Po wielkim wysiłku udało się wszystko szczęśliwie spakować i o 23:00 wyjechaliśmy spod stawów. Następnego dnia rzeczy myłem 3 godziny.
Mimo że zdjęcie okazało się przekrzywione i musiałem je lekko prostować, to nigdy nie zapomnę przygody z nim związanej.

_________________
http://damianbednarz.pl
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

kontakt: galeria@ptaki-foto.pl

Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 12

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group designed by szpak